na końcu tunelu nocy
mieszka samotność
osaczona świtem
przybiera
maskę dnia
w tłumie spotyka
niekochanych
nieszczęśliwych
opuszczonych
razem podążają
drogą ku gwiazdom
przebaczenie to najtrudniejsza miłość
trzeba się jej uczyć
codziennie od nowa
czas nauczy nas
zapominania
dobrego
prawdziwego
z serca
to daje wolność
rzeczywistość
jest smutna
przeraża obojętnością
dobrej rady nie dostaniemy od wroga
głupiec nie okaże nam szacunku
a bez dobrych uczynków
nie dostaniemy się do raju
emocje zawładnęły
dzikim rozumem
sparaliżowały dłonie
otworzyły
ogniste serce
czułym dotykiem
wygładziły nerwy
bo przyszła radość
zamknięta
w delikatnym uścisku
muśnięciu warg
zamknięta
w niedoskonałej formie
plątanina
słów i myśli
pełna znaczeń
niedomówień
i półcieni
błyszcząca łzą
tupiąca szczęściem
na zgliszczach rozpaczy
zaklęta w tomach
nabiera patyny uczuć
skrzętnie
chowając je
pod mgiełką kurzu
patrząc na śmierć
nie można
uciec przed samotnością
patrząc na rozstanie
nie można
uchronić się przed bólem
obserwując wodę
nie uratujemy się
przed powodzią
płacząc
nie ożywimy ziemi
wyschniętej na wiór
na niebie
możemy znaleźć słońce
między chmurami
błyśnie do nas
promykiem szczęścia
zrodzona
w mrocznym poranku
potrafi unicestwić świat
zagnieżdża się
w głowie
paraliżuje serce
obsesją
fałszuje
prawdziwy obraz
by w ruinę zamienić uśmiech
myśl
szybsza niż oczy
wznosi się coraz wyżej
czyn ją podnieca
i wypuszcza na wolność
potrafi wypełnić ogrom
uskrzydlona
toruje wyraźną drogę
jest źródłem działania
bo nie znosi próżni
niepokonane
w sercu lato
odbija się szafirem
twoich oczu
otula nas zapachem
ciepłego deszczu
tańczę
w błękitnej sukience
między błyszczącymi kroplami
żar ogniska rozświetla
lazur jeziora
przeznaczenia
nie da się oszukać