zmęczenie
wybucha złością
pogrąża ból
pęka z bezsilności
zniewala umysł
pogłębia bruzdy
na twarzy
zapisując cierpienie
spracowane ręce
chowają w pięści
strach
nieprzespane noce
usypiają zmysły
przed kolejnym
wyzwaniem
magia
komplikuje
naszą rzeczywistość
trudno uwierzyć
w idealny świat
gdy realność
nie ma znaczenia
czary
malują uśmiech
i łzy na twarzy
iluzja
wodzi nas za nos
wyjmując z kapelusza
kolejne okruchy szczęścia
wspólna droga
pełna pokory
nie znosi sprzeciwu
tak jak miłość
bezwarunkowa
czasem
ktoś ją zdradzi
okłamie
zrani
zabraknie mu siły
by podjąć walkę
w swojej potędze
nie straci nadziei
bo wierzy
w przyszłość
choć nie znalazła
powodu
otworzyła ramiona
by kochać
miłość
zamknęła oczy
by wsłuchać się
w szept
uczuć
niespełnionych
powiew
ulotnych gestów
spojrzeń
słów wyszeptanych
aksamitny dotyk
utrwalił
w pamięci
cisza
koi niepokój duszy
która wybacza
zło
nie pyta
bo prawda jest bolesna
a kłamstwo
choć piękne
nie pozwoli zapomnieć
bólu
upokorzenia
niemocy
zdrady
ciepłem dłoni
rozgrzewa
chłód spojrzenia
skrywanego
za parawanem rzęs
człowiek
futerał na pustkę
wciąż dąży
do szczęścia
harmonii
między demonami
dobra i zła
mijając
umarłe godziny
szuka drogi
do nieba