ogniste strzały
przeszywają niebo
burza
na oślep zadaje ciosy
męczy duszę
rani serce
kaleczy umysł
jednym rytmem
uderza
bez przerwy
zbuntowała się
na przekór rozpaczy
odeszła
bez skrupułów
gna przed siebie
bez tchu
jak szalona
nadzieja
choć gorzka
i pełna lęku
wróci
przynosząc słońce
słowo
zbiór liter
przypadkowych
misternie tworzy
dźwięczne sylaby
choć brzmią
echem
nie potrafią
do końca wyrazić
naszych uczuć
szukając ścieżki
myślami przyciągasz
na chwilę
na stałe
nie tracąc nadziei
fruniesz
po swoje marzenie
spadasz w otchłań
gdzie znajdziesz
ukojenie
duszy cierpiącej
za mostem rzęs
czeka lepszy świat
przemierzam go
bez pośpiechu
mleczną drogą
gwiazd
życie jest podróżą
w nieznane
codziennie mijasz
góry przyjaciół
doliny nienawiści
balansujesz
na krawędzi
zanurzasz się
w morzu
niesprawiedliwości
ogrzewasz duszę
w słońcu pustyni
łudząc się szansą
na ukojenie
bezpieczna przystań
ramion
do której zmierzasz
może okazać się
fatamorganą
stojąc na skraju przepaści
w bezruchu
zapatrzony w skały
szykuje się do lotu
skrzydła powoli
rozkłada
by wzbić się ku słońcu
w milczeniu
czeka
na dobry wiatr