rzęsisty deszcz
zmyje obawy
zamilkną szepty
myśli gorzkich
wymazane z pamięci
jak malarz
pomaluje kwiaty
z płatkami marzeń
które na płótnie
wyrosną
jak trwałe
skały
poświęci
wszystkie drogi
pola obsieje
bawiąc się z wiatrem
cały ten deszcz
nie liczy się z nami
szeptem
nocy otulone
zasypiają
miasta
gwarem ulic
wykończone
zadeptane
pośpiechem
zmęczone
sprawami wagi
najwyższej
przykładają głowy
do betonowych
poduszek
mrużą oczy
blaskiem gwiazd
zasypiają
szeptem nocy
otulone
w otchłani złudzeń
milczymy
trwonimy czas
na marzenia
ptaki będą
wyżej latać
trawa szybciej się
zazieleni
noc nie będzie
gasić dnia
rozumu
nie dopuszczamy
do głosu
niech tańczy
między piekłem
a niebem
zawieszeni
w półsłówkach
w półprawdach
w pół drogi
między piekłem
a niebem
szukamy
pół gestu czułości
pół tonu radości
pół chwili normalności
między piekłem
a niebem
codziennie
dojrzewamy
do słów ważnych
między
trwaniem a sensem
gubimy złudzenia
wydeptujemy
ścieżki
łzami płynące
śmiechem dudniące
huraganem myśli
szaparane
milczeniem
na drodze
do mądrości
buntujemy się
niewysłuchani
zaplątani
w pajeczynę
zrywamy pęta
obłudy i fałszu
w jedwabnym
więzieniu
nic o sobie
nie wiemy
poplątać
zerwać nić
podpalić
jak pochodnię
bez której
w ciemnościach
zginęłaby nadzieja
na odnalezienie
siebie
zrób
pierwszy krok
pod wiatr
rozpocznij
nowy rozdział
wędrówki
walka
szansa
zmiana
nie oglądaj się
za siebie
tamtem rozdział
znasz już
na pamięć