gdy wyrok
usłyszał
nie było
niczego
tylko
przejmująca
cisza
ból i strach
nie odstępują
na krok
bratnich dusz
zatrzymane
w kadrze
kolorowe
życie
jest teraz
w sepii
przyjacielu
czekamy
na fotek tysiące
i barwne riposty
spójrz
już świeci słońce
chłodniej
dusza
oddycha spokojniej
spacerując
aleją spowitą
mgłą poranną
plącze myśli
na pajęczynach
utkanych
z babiego lata
wrzosem
lśni się
droga
ku jesieni
codziennie
idę w przyszłość
zakodowaną
na godzinę
zadanie
i cel
biegnę
by nie zgubić
oddechu
i myśli
przystaję
na sekundę
by odwrócić głowę
w przeszłość
pożółkłe pamiętniki
sensu życia
jak tarcza
nadal chronią
przed unicestwieniem
między
ciemnością a ciszą
niewyobrażalna
pustka
zawieszona
w próźni
między być a mieć
oślepia blaskiem
niewiadomej
ogłusza
niespełnioną myślą
ukrytą w krzyku
niemym
z rozczarowania
odwracam wzrok
w pośpiechu
by nie patrzeć
jak gasną
iskierki
w twoich oczach
zagłuszam
krzyk
milczenia
rozrywający słowa
na strzępy
uśmierzam ból
modlitwą
rzuconą donikąd
rzeczywistość
wypala
duszę
doszczętnie
tonie
we łzach
tonie
we krwi
taki świat
nie ma
już czasu
na sny
i marzenia
ból
cierpienie
to się czuje
i krople deszczu
które
nie oczyszczą
już świata
delikatne muskanie
wyjącego z bólu
wiatru
który nikomu
nie przyniesie
już ulgi
myśli
jak rzeka
płyną
w korycie
umysłu
jak cisza
ciągle
bez ustanku
krzyżując
popiersia
z kamienia
w marzeń
zapamiętaniu
przepełniają
umysł
aż do bólu
w nirwanie
rozważań
nie jesteś
sam
w czterech
ścianach
życia
poskładasz je
jednym ruchem
i będziesz się cieszył
tym okruchem