co rano
zakładam
nową maskę
strachu
zaczesuję troski
i maluję
uśmiech
by oszukać
los
pewnym krokiem
wchodzę
w kolejny dzień
by zdobywać
szczęście
garściami
zapatrzeni
w przestrzeń
między nami
nie zauważamy
siebie
zasłuchani
w potoku słów
nie mówimy
o tym
co ważne
w jazgocie dusz
nie słyszymy
wołania
o pomoc
nieobecność
trudno się
do niej
przyzwyczaić
wieje chłodem
który
nie potrafi
jej wypełnić
tonąc
w ciszy
przeszywającej bólem
potrafi
tylko łzami
tatuować
samotność
grę
o złote nic
czas zacząć
kolejny raz
życie
uwiera ludziom
tak bardzo
chcą się wyrwać
skoczyć
z mostu
bezsensu
zakładają
gorset egoizmu
ukrywając
strach i samotność
czas
zacząć grę
tylko z kim
między
końcem wczoraj
a początkiem
dzisiaj
zawieszona
szukam ukojenia
w miękkiej
pierzynie chmur
gdy stal
księżyca
rani duszę
do łez
myślami
daleko
ciałem blisko
hipnotyczna
metafizyka
tak daleko
tak blisko
bezradna
zrozpaczona
stoisz w ciemności
serce
w pułapce
zgniecione
wciśnięte
w mrok ziemi
płacze
na losem
bezimiennych
wpatrzona w noc
bezsenność
liczy gwiazdy
jak dni
przemijające
bez celu
jak słowa
wypowiedziane
bez sensu
jak czas
stracony
bezpowrotnie