czas
jest zbrodniarzem
doskonałym
zabija
naszą beztroskę
jednym strzałem
w dorosłość
rzuca ognistą kulę
by rozbić
kręgle marzeń
w drobny pył
kradnie
dni i noce
zostawiając pustkę
ucieka
zostawiając w tyle
stracone szanse
wzgardzona
błąka się
bez celu
ślepa
i oddana
nie wiadomo
po co
od słowa do słowa
od dotyku do dotyku
co łaska
miłość
koniczyna
czterolistne szczęście
ukryta w trawie
czeka
aż ktoś
się o nią
potknie
koniczyna
jak cztery świata
strony
chce by ją
odkryć
radość
nadzieja
obecność
miłość
jak cztery płatki
szczęścia
kiełkują powoli
co rano
zakładam
nową maskę
strachu
zaczesuję troski
i maluję
uśmiech
by oszukać
los
pewnym krokiem
wchodzę
w kolejny dzień
by zdobywać
szczęście
garściami
zapatrzeni
w przestrzeń
między nami
nie zauważamy
siebie
zasłuchani
w potoku słów
nie mówimy
o tym
co ważne
w jazgocie dusz
nie słyszymy
wołania
o pomoc
nieobecność
trudno się
do niej
przyzwyczaić
wieje chłodem
który
nie potrafi
jej wypełnić
tonąc
w ciszy
przeszywającej bólem
potrafi
tylko łzami
tatuować
samotność
grę
o złote nic
czas zacząć
kolejny raz
życie
uwiera ludziom
tak bardzo
chcą się wyrwać
skoczyć
z mostu
bezsensu
zakładają
gorset egoizmu
ukrywając
strach i samotność
czas
zacząć grę
tylko z kim