myśli
bezdomne
rzucam
na tułaczkę
aby na drodze
ludzkiego istnienia
kroczyły
wśród mroków
ciszy
gdy gaśnie
światło
w oczach zostaje
tylko dusza
i podlicza straty
czy warto
żyć dalej
pętla myśli
zaciska
emocje
więdnące w krtani
za dużo słów
za krótki oddech
wszędzie pustka
i tylko
serce
szuka rytmu
by żyć
kolejny dzień
spisany
jak testament
z obowiązku
mimo woli
ostatniej
pełen wyznań
zapisów i próśb
twarzy zamazanych
gestów spełnionych
i pustki
zakontaktowanej
na zawsze
na rozstaju myśli
czai się
udręka
pełna niedopowiedzeń
nie pozwala
wybrać drogi
właściwej
nie daje szans
na porażkę
zatrzymuje sens
w martwym punkcie
i trwa
dusza
starzeje się
szybciej
nocą
gdy czas
odmierza się
drogą
od gwiazdy
do wspomnienia
od marzenia
do gwiazdy
gdy czas
liczy kroki
od szczęścia
do rozczarowania
gdy świt
zabłyszczy
pierwszym promieniem
w lustrze poranka
dostrzegamy
kolejną zmarszczkę
i srebrną nitkę
pamięci
tak wiele słów
a do powiedzenia
tak mało
sens tracą
myśli
krzycząc
niewyobrażalną ciszą
nic
już nie jest
takie samo
i tylko
czas ucieka
jak zwykle
pełne
niskich sufitów
i ustawionych
pod kątem
prostym ścian
życie
dzień po dniu
buduje labirynt
z ludzkich
zamazanych twarzy
zdarzeń i słów
odkładanych
jedno na drugie
jak cegły
plącze nić
przeznaczenia
lepiej
niż Ariadna