skazany na krzywdę
odarty z uczuć
odnajduje szczęście
w lustrze
rani wszystkich
i każdego z osobna
budując drabinę
z ich pleców
psychopata
nie odnajduje się
w rzeczywistości
codziennie
zawiązując krawat
czuje się lepszy
ciszą nocy otulona
błąka się
po ulicach
duszy zamyślonej
samotne latarnie
znaczą drogę
od szczęścia
do rozpaczy
od niej do niego
od początku do końca
codzienność
bieg
między kłodami
rzucanymi
przez los
od świtu do zmroku
trwa tułaczka
w labiryncie
ludzkich twarzy
nerwowy krok
szuka
wyjścia
z każdej sytuacji
zakwitła
pierwiosnkiem
w pośpiechu
gubiąc ostatnie
płatki zimy
rozświetlila
serca płomieniem
przeszywającym
niebo na pół
zasadziła
pola nadzieją
i fiołkami
między
tobą a mną
przepaść
utkana z samotności
w rzece słów
topią się
marzenia
niedopowiedziane
między
tobą a mną
most
zawieszony
na krawędzi złudzeń
między
tobą a mną
milczy czas
nie przyspiesza dni
nie skraca nocy
po prostu jest
za mało by żyć
za długo
by bez słowa
odejść
za dużo spraw
za szybko płynie czas
zbyt wiele dat
wzniosłych słów
i dni do stracenia
brakuje sił
by zacząć kolejny
dzień
najgorzej
jak dusza
gubi uczucia
jedno po drugim
dzień po dniu
miłość topnieje
jak śniegi
które w błocie
przedwiośnia
zadeptują
nadzieje
na rozkwit marzeń
w pełnym słońcu
najgorzej
jak siła woli
więdnie
spadając
jesiennym liściem
bo nie ma już
po co
tęsknić