za szafirową
doliną łez
nie znajdziesz
już drogi
do dłoni splecionych
w słonecznym
blasku dnia
i wydeptanych
duktów leśnych
została
tam tylko
przestrzeń
jeziora rozlanego
aż po horyzont ramion
porzuconych
ból rzucony na wiatr
dryfuje powoli
zabierając ze sobą
kamienną twarz
nietrwałe uczucie
zranioną duszę
na delikatnych
ramionach dmuchawca
odchodzi w nieznane
by znów zakwitnąć
myślą wolną
bezsenna noc
maluje
krajobrazy wspomnień
olejne
ciężkie płótna
na długo
zapadają w pamięć
ból
gniew
strach
namalowane grubą kreską
bledną
by nad ranem
rozmyć się
akwarelą uczuć
rozedrganych
odarłam
sens z iluzji
myśli
opadały
jedna po drugiej
jak płatki
stokrotki
kocha
nie kocha
kocha
zabolało
została
tylko łodyga
i pustka
odziana w strach
przed nieznanym
umów się z życiem
na spotkanie
w chaosie
zdarzeń
nieprzewidywalnych
o zmroku
bez złudzeń
i zdrady
życie zwyczajne
długie w swym
majestacie
kroczy dumnie
patrzy beznamiętnie
jak odchodzisz
w zaświaty
zostawiając za sobą
kilka rupieci
i szmaty
a czasem wspomnienie
w ludzkiej pamięci
co uroni
za tobą
jedną łzę
w lustrze duszy
dostrzegłam
blednące
odbicie twarzy
tak dalekie
choć na wyciągnięcie dłoni
zarysowane
głęboką zmarszczką
bez uśmiechu
z przygaszonym
błękitem oczu
tak moje
że aż obce
noc snuje opowieść
ze strzępów wspomnień
pajęczyną myśli
kreśli drogę na skróty
byle do świtu
przetrwać
znaczenia niezapamiętane
słowa niewypowiedziane
gesty zawieszone
znienacka
i tylko księżyc
zasłuchał się
w kołysankę łez