pragnienia
stają się udziałem
mroku
idąc powoli
jak lunatyk
w objęcia
nieuniknionej śmierci
masz
uśpione zmysły
życie
to tylko
generalna próba
i ból przemijania
dusza
wybuchła wulkanem
ciszy
gorącą lawą
wypaliła serce
aż spopielało bólem
roztopiła gniew
aż po brzegi
szczęścia
stopniała nadzieją
krusząc
kryształy łez
między
tobą a mną
zawisł
most zwodzony
nadzieją
nad przepaścią losu
kołyszą nim
urwane słowa
półuśmiechy i półgesty
milczenie
pali go doszczętnie
każdego dnia
od nowa
mamy tylko siebie
i czas
to wszystko
a mimo to niewiele
z klepsydry uczuć
ziarnko po ziarnku
ucieka nam
każdy dzień
każda noc
zamki z piasku
zadeptane
i czasu
już coraz mniej
cisza
rozbiera słowo
litera po literze
milczeniem
wzbogaca znaczenie
krzyczy
najgłośniej
jak potrafi
łzy kamienieją
budując
mur obojętności
krople
drążą skałę bólu
aż do granicy serca
testują
wytrzymałość duszy
otoczona fosą
zbiera siły
by odbić
kolejne ciosy
ze słów
rzuconych na wiatr
zbudowałam pomost
w nieznane
idę przed siebie
zostawiając
za sobą
miłość i nienawiść
szczęście i ból
na rozstaju dróg
wdeptane w pamięć
zabieram
ze sobą
tylko siłę
doda mi skrzydeł