bez celu
nie szukam
już odpowiedzi
na pytania
rzucone w próżnię
idę przed siebie
nie odwracam
już głowy
nie liczę
kroków straconych
czas biegnie
zbyt wolno
bo bez celu
zostałyśmy same
ja i noc
otulone
blaskiem gwiazd
szukamy ukojenia
upijamy się
szumem wiatru
tańcem drzew
na tle nieba
cisza
wokół myśli
kłębiących się
aż do świtu
zamyka sens
kolejnych dni
ból zadany
drugim człowiekiem
boli najbardziej
pulsuje
w skroniach
od nocy do świtu
jak zadra
tkwi w sercu
kryształem łez
tnie wspomnienia
aż do krwi
pustka
przenika
aż do kości
w świecie
szumu i hałasu
w pędzącym tłumie
na refleksję
nie ma czasu
o zadumie
nie ma mowy
niewolnicy współczesności
zmęczeni
wyścig z czasem
przegrywamy
los dał nam
mozaikę zdarzeń
złych i dobrych
chwil niemało
i pamiątek
sporo pięknych
blizn
też kilka
nam zostało
zgubiłam je
zeszłej wiosny
w nieładzie rozrzucone
myśli nieokreślone
mam bałagan
w głowie
jasność nieba znika
zielone drzewa ciemnieją
gdy dopada je zmierzch
ani śladu
myśli rozrzuconych
w nieładzie
został
tylko spokój
to wielka siła
pomiędzy
sobą a odbiciem
w lustrze duszy
nie widać różnicy
z czasem
skrzywisz usta
uśmiechem
zadumasz się
bruzdą
wyrytą na czole
i zamilkniesz
głęboką zmarszczką
wpatrując się
w oczy
samotności
przez rzekę
samotności
rzuciła most
zwodzony
by nie brodzić
w ciszy słów
rzuconych na wiatr
stąpa powoli
w obietnicę
jutra