odnaleźć
swoją stronę świata
nauczyć się latać
od niepewności
do nadziei
poczuć dotyk
wiatru
odnaleźć
sens
w bezsensie
złapać w sieć
wszystkie gwiazdy
pisać światłem
zatańczyć
w kroplach deszczu
suknię
uszyć z płomieni
i żyć marzeniem
odnaleźć
stronę świata
następną
z kolei
skrystalizowany ból
rozbija się
o mur myśli
nieposkromionych
słowo za słowo
gest za gest
rozsypują się
uczucia
jak zamek z piasku
podmyty
wzburzoną
falą łez

ulotna
jak drżenie
motylich skrzydeł
na wietrze
stąpała
powoli w noc
jaśniała
w blasku księżyca
gdy cierpienie
zalewało jej duszę
a skronie pulsowały
bólem istnienia
pustka
ogrom ciszy
jak balon
rośnie
z każdym oddechem
odłamki słów
rozpadają się
na strzępy myśli
niebo pęka
i tylko wiatr
wieje zwiastując
kolejną burzę
myśli
zmęczone życiem
nie potrafią
się zatrzymać
w pułapce nocy
nie mogą
złapać tchu
w letargu
pod powiekami
zawieszone
nie mają siły
na walkę
o kolejny dzień
opuszczona
w nocnym
świecie iluzji
igra z czasem
przyszłość
nadchodzi powoli
uwikłana w sieć
przeszłości
gubi
po drodze
ludzi
wspomnienia
i sens
nadchodzących dni
od dawna
inna ja
we mnie mieszka
choć świat
mi przesłoniły
na złość
logice i sobie
przepełnione marzeniami
szuflady
rozsypały się
wypełniając
puste zakamarki
splątane z tęsknotą
utworzyły
nowe obrazy
bez obłudy
fałszu
szuflady wolne
od kłamstw
a wokół spokój