znalazłam ciszę
w ogrodzie
muśniętym złotem
wpatrzona w niebo
liczę ptaki
skrzydłami trzepoczą
w stronę słońca'
wiatr
goni marzenia
liście szeleszczą
z tęsknoty
za Tobą
biegnę
deszczu aleją
zapominam
i pamiętam
łez kryształy
rozbijam
o ziemię
zbieram
myśli zbłąkane
między
kroplami deszczu
szukam w nich
miłości naszej
ślady
zawarłam
z życiem
kompromis
nie słucham
już ślepych
nie patrzę tam
gdzie na głucho
zabity świat
idę przed siebie
pustynią betonu
tłumem
niewidzących twarzy
i trwam
ozłociła
drzew zielonych
korony
wiatrem przyniosła
jarzębin korale
rzuciła pod nogi
kasztanów klejnoty
przyszła w purpurze
wpatrzona
w błękit nieba
jesień
królowa melancholii
dusza
pustynia słów
wypełniona
rozpaczą po brzegi
myśli
splątane bólem
nie znajdują
drogi wyjścia
została pustka
przelana na papier
błękitną łzą
atramentu
rozbierasz mnie
szeptem
dłoni niecierpliwych
blaskiem gwiazd
ośmielonych
pocałunkami
znacząc drogę
do rozkoszy bram
w bezpiecznej przystani
ramion rozkołysanych
szukamy
drogi do świtu
przyszła cicho
szelestem
liści szczerozłotych
rzucając pod nogi
korale jarzębiny
strojna
w pajęcze koronki
dostojnie stąpa
we mgle
świtem
maluje rumieńce
bladym słońcem
tańcząc
wśród pól