na horyzoncie słów niewypowiedzianych
czai się myśl
by dać początek geniuszowi
zadeptane ulice pośpiechem
omijamy z daleka
by czerpać siły z lasu
odchodzę od Ciebie
tylko na wyciągnięcie ręki
z oczu nie tracę Cię nigdy
słodko-gorzka noc
wyczekuje świtu
by słońce przyniosło nadzieję
powietrze już tobą nie pachnie
dłonie zapamiętują ciepło
oczy wypatrują powrotu
słowo po słowie na wiatr rzucone
krzyczy ciszą zmąconą
szelestem ptasich skrzydeł
utkwiłeś mi w sercu
jak drzazga w palcu
gdy ją usunę będzie bolało