siedzę na brzegu i patrzę w wodę
powietrze pachnie nadzieją
czekam aż nasze uczucie rozkwitnie
słońce leniwie przebija chmury
trawa zielenieje ptaki śpiewają
i tylko wiatr zawodzi smutkiem
strumyk beztrosko płynie
omijając kamień na kamieniu
po nich dotrzemy do brzegu
obsypałeś mnie naręczem słów
jak kwiatami zrywanymi na łące
kochasz, lubisz, szanujesz, chcesz...
nie pamiętam pierwszego spotkania
nie zapamiętałam ostatniej godziny
znam tylko smak twoich ust
gubimy kolejne godziny życia
minuty uczuć zanikają
aż do sekund trwania
pocałunkami opowiadasz miłość
dotykiem zniewalasz bliskość
zespalasz szeptem na wieki