w twoich ramionach
skrywam swój świat
przed zawistnym
wzrokiem obcych
na granicy
nocy i dni
świt przynosi
nadziei płomienie
łzy balansują
na krawędzi rzęs
by spłynąć w ciepło
twoich dłoni
fale uderzają
o skały wspomnień
morze studzi
rozkosze letniej nocy
trudy dnia zmywasz
pocałunkiem
tuląc w ramionach
aż do utraty tchu
dusza krzyczy bólem
rozdzierając ciszę
na strzępy serca
czarny woal szalu
spowił noc namiętnością
rozbudzoną do białego świtu