nanizałam
na niteczki słów
misternie splecionych
między nami
rozbijasz je
jeden po drugim
szeptem
dotykiem
uśmiechem
każdy gest
zamieniasz
na perełkę
szczęścia
rozbijasz je
jeden po drugim
szeptem
dotykiem
uśmiechem
każdy gest
zamieniasz
na perełkę
szczęścia
a ja odliczam
spóźnione minuty
łapiąc płatki
w ciepłe dłonie
sens istnienia
maluje dotyk
zbyt czuły
by mu nie ulec
i szept zbyt głośny
by nie dotarł
od serca do serca
i tylko wiatr
może rozgonić
puste dni
między nami
aksamit czerni
nadaje rysy
twarzom
wpatrzonym w księżyc
nie widzisz
mojej duszy
choć naga
tańczy na ulicy
ramion
nie rozumiesz
mojej duszy
choć prościej
się na da
mówić o emocjach
nie poznasz
mojej duszy
bo nie zasłużyłeś
jestem bytem
trwam
pomimo łez
aż do śmiechu
rozkoszy
aż do bólu
rozpaczy
aż po łagodność
ramion twoich
nie mam końca
ani początku
ale jestem
zobojętniało
patrząc
na to co wokół nas
wszechobecny ból
przypomniał
duszy o życiu
egzystencja
z dnia na dzień
traci sens
gubi cel
nie widzi drogi
do przyszłości
życie
odzyskuje duszę
gdy walczy
na przekór
wszystkim