wpadniesz
w srebrzystą sieć
wystarczy
zrobić krok
na ziemi niczyjej
postawisz stopę
mając nadzieję
że planujesz
życie
nie możesz
się wydostać
z matni nocy
ciało słabnie
umysł się chwieje
i tkasz pajęczynę snu
aż po świt
gaszę w sobie
niedopałek dnia
każde słowo
wypalone
do głębi duszy
żarzy się jeszcze
pamięci echem
gesty
w popiół obrócone
kreślą dymem
nieskończoność
jak samotne drzewo
na pustkowiu
gubię sens
zaplątany
w kolorowe liście
ostre gałęzie
niemocy
otulają się chłodem
szronem łez
konserwują się
do wiosny
ty i ja
jedna bajka
dwa zakończenia
szarości
pełne barw
milczenie
pełne słów
kilometry zdarzeń
czarno-biała
walka z półcieniami
codzienności
gdzieś pomiędzy
ciszą a ciszą
zawisło słowo
niedopowiedziane
w milczącym
między nami
ból radości
załamuje
uśmiech rozpaczy
jedno
mrugnięcie powieki
gest dobrej woli
księżycowa pani
ulepiona
z uśmiechów
urzeczona
blaskiem gwiazd
złapała noc
w objęcia
słuchała
opowieści dnia
wystarczy
jej ciut nieba
sam ją utkałeś
w poświacie
barw
oślepisz
porwiesz
to baśniowa gra
w milczących oczach
zobaczysz więcej
strach
pogardę
smutek
usłyszysz wołanie
o pomoc
jednym mrugnięciem
zmienią
pustkę w radość
ból zmyją łzą
by rozbłysnąć
iskierką