z minuty na minutę
życie przecieka
przez
klepsydrę dłoni
usypyjąc
kopiec wspomnień
drobnych
jak ziarenka piasku
wiatr
rozwiewa
je jak plażę
po której spacerujemy
w pełnym słońcu
ból przynosi
ukojenie
codziennie
balsamuje
duszę udręką
łagodzi gniew
na nieuniknione
pokornieje
zabliźniając serce
puste myśli
krążą
wokół serca
zajmują
noce i dnie
to ciężar
który dodaje
skrzydeł
samotność zatopiona
w oceanie słów
niewypowiedzianych
tych
pospiesznie
rzuconych
na wiatr
i tych
których zapomnieć się
nie da
fale kołyszą
myśli złowrogie
uderzając o brzegi
serca i rozumu
wyrzucają na brzeg
tylko
pogubione litery
trzeba
ułożyć z nich
sens
byłam
od kiedy pamiętam
zawsze
wtedy i wczoraj
dziś jestem
na chwilę
na godzinę
do jutra
potem też będę
ale tylko po to
żeby odejść
powoli
o krok
coraz dalej
wiatr
wytarzał się
w zbożu
jakby
na świecie
miejsc było mało
na zgliszczach
w ruinach
urządził harce
za nic miał
ból i smutek
za nic łzy
na rozdrożu
przysiadł wyciszony
by za chwilę
porwać
ostatnią iskierkę
nadziei
po drugiej stronie chmur
nie ma ziemi
bólem wypalonej
łzy nie drążą
tam skał
aż do dna
za horyzontem
puszystych obłoków
już tylko błękit
przed nim
fale wzburzone
uderzają
to tu to tam
na oślep
rzucając nam
w oczy
tylko piach