wracasz krzykiem dzikich gęsi
kluczysz jak sęp
by ukryć mnie w swoich skrzydłach
cisza zadaje najmocniejsze ciosy
słowa rozdrapują rany
krzyk łagodzi ból
idziemy w stronę słońca
nasze splątane dłonie
wiedzą że dojdziemy do celu
między kroplami deszczu
szukamy siebie
łapiesz je dla mnie w otwarte ramiona
zrywasz dla mnie pierwsze fiołki
zbieram dla ciebie promienie słońca
spacerując jesteśmy wolni
śniegi stopniały
złocąc trawy kaczeńcem
już przedwiośnie a mnie marzną dłonie
oddycham Tobą zanurzona w ciszę
otulasz mnie ramieniem
szeptem budujesz szczęście