przysiadłam cicho
na progu wiosny
by z serca
wyrzucić
śnieżne lawiny
bólu
niemocy
i strachu
motyle
na skrzydłach uniosły
mroczne myśli
by złociste promienie
mogły przebić strzechę
wokół nadzieja
rozkwita liśćmi
pachnie słońcem
i rumiankiem
wiersz
jest terapią
doskonałą
oczyszcza duszę
z brudów dnia
wyrzuca emocje
jak wzburzone morze
muszle na brzeg
daje do myślenia
rozświetla rozum
jak latarnia
drogę zbłąkanym
rozlicza sumienie
bezkosztowo
nadzieja
rzuciła nam wyzwanie
jak kamień
uderzyła mocno
w najczulszy punkt
serca
choć zabolało
zamiast siniaka
pojawiły się
tlące iskierki
to
kolejna szansa
dla nas
spopielała kurzem
codzienność
szuka ukojenia
na poduszce
nocy
przykryła
rozpacz
ciepłą kołderką
zgasiła gwiazdy
by w ciszy
dotrwać do świtu
uwolniłam gniew
by oczyścić duszę
pozbyłam się
zniewolonych myśli
które krępowały
do bólu skronie
cierpienie
zamieniłam
na nadzieję
pełną emocji
marzeń
i życia
wiosenna burza
obmyła troski
piorunem
rozbiła samotność
grzmiąc
obudziła marzenia
wiatr
wysuszył łzy
a na niebie
rozbłysło słońce
bez parasola
w mokrych butach
przyszła miłość
strzepując z włosów
deszczowe krople
szczęścia
prawda
niesie za sobą ciszę
tak jak nieszczęście
które ciągle
szuka pary
zamazane łzami życie
nabiera smaku
choć jest nieufne
i nieszczere
wyposażyło nas
w podłą ambicję
i wolność,
która staje się
niewolą
monotonii