szczęście
i samotność
tworzą
idealną parę
po wzlotach
i upadkach
bilans
jest zawsze
ten sam
i wszystko
trzeba
zaczynać
od początku
szukając
radości i łez
codziennie
kradnie nam
fragment życia
skroplone
sekundy łez
rozchichotane
godziny
zbyt krótkie
noce
aksamitem ciał
utulone
przydługie
harówki dni
samotne spacery
w zadumie
i kłótnie
rozgłosem karmione
odmierzając
kolejne minuty
zegar
znów przyspiesza
a my
zostajemy w tyle
jesteś
kawałkiem
rozbitego lustra
którym
okaleczyłam
duszę
odłamek
wbity w serce
zamienia
je w lód
bajkowo
prawdziwe cierpienie
koi ból
milczeniem
nie ma siły
krzykiem
manifestować
swojej udręki
w ziemskim gabinecie
nie ukoisz bólu
rany cierniem
rozdrapiesz
do krwi
sumienia
boskim ukazem
na wyrok
skazana
wyjdziesz
w kajdanach
cudzej moralności
po drodze
twojej golgoty
inni
- na skróty -
chcą dość
do nieba
spokój
niczym niezmącony
nawet wiatru
szelestem
kropel burzą
ptaków śpiewem
tylko chmur
milczenie
puszyste
bezmiar błękitu
to wszystko
bez Ciebie
zamiast
czarny sufit
nieba
rozcinam diamentem
gwiazd
nie zasłania mi już
widoku na miłość
tęsknotę
oślepia srebrem
księżyca
ograniczona
ptrzestrzeń
piasku wspomnień
zasypała duszę
pełnia