ludzkie głosy
słyszę morze
rąk tonących
proszących
o ratunek
fałsz
taki nieczysty
przerażająco realistyczny
namacalnie dotkliwy
nieprawda
skrywana w skroniach
krew
krążąca w sercu
podobna
do trucizny
uszczypliwa uwaga
wtrącone zdanie
ten
dziwny dzień
lirycznie tajemniczy
lukrowy sen
magiczny
krótkie ja
stworzone
choć na chwilę
i tylko róż
na policzkach
i pomadka
wciąż ta sama
w brudnopisie życia
kreślę dzień
następny
zmieniam
kolejność myśli
metafory gestów
nabierają barw
i znaczeń
wymazuję marzeń
rzędy zapisane
skreślam
fakty pełne słów
świadomie
dopisuję
życzeń stosy
niespełnione
bez zastanowienia
zatopieni
w gwiazdach
jesteśmy przerwą
w ciszy
motorem życia
marzenia
dają nam skrzydła
czekamy
aż zdmuchną z nas
stertę
zastygłych liści
podarują nam
oddech
letniej bryzy
westchnienia szczytów
o świcie
bukiet fiołków
muśnięty
sennym słońcem
zasmakujmy
w miłości
nawet jeśli
to tylko
kolejne słodkie kłamstwo
w ustach życia
otwarte ramiona
świata
tak obce i odległe
budują most
nad przepaścią
myśli
by ławiej było
zdobyć
jego krańce
zamkniętym
w sobie
brakuje odwagi
by
zrobić krok
pokonać lęk
a most
niszczeje
jak najdalej
w bezkres słów
uciekam
stąpając
na granicy
jawy i snu
jak najciszej
wołam
by nie zbudzić
wiatru
krzykiem mew
jak najszybciej
zapominam
by
zacząć znów
od nowa
trucizną kłamstw
przyprawiasz
czas
przeszły i przyszły
smutek teraz
widać w oczach
które nie patrzą
a ty
milczeniem
mówisz
najwięcej
uzbrojeni wiarą
w jutro bez ofiar
strzelali
do wroga
nadzieją zwycięstwa
granatem sumień
wybuchła młodość
zdławiona niewolą
dusza krzyczała
zalaną krwią
wczoraj walczyła
o uśmiech matki
słońce nad zgliszczami
z biało-czerwonym
sztandarem
ulice
bez głodu
ruin i trupów
dziś patrzą
na pędzące miasta
obojętności
i tylko
głeboką zmarszczką
po policzkach
spływa z ich oczu
wolność