każda
chwila
jak życzenie
każdy sen
marzeniem
liczę dni
co minęły
daremnie
każdy krok
jest wołaniem
każdy dzień
jest wyzwaniem
oczekiwaniem
że z mroku nocy
wyłoni się
zielona łąka
w niepamięci
szukam
wspomnień
za zakurzoną
kurtyną rzęs
znajduje
tylko
kolejny akt
dramatu
wypijam
nad ranem
kolejną
filiżankę
gorzkiej nocy
każda kropla
cierpnie
na języku
z bólu
istnienia
dnia
targanego
wiatrem zmian
zalanego
deszczem
niepotrzebnych łez
nędza
jak grzech
pierworodny
nie opuszcza serca
mości sobie
w nim pryczę
z zatęchłym materacem
nocy udręczonych
zimnem
bólem
i strachem
o głodne jutro
zepsuty zegar
odmierza czas
wśród
uprzedzeń
niezatrzymujące
się wskazówki
bezimienne
postacie
w skłębionym tłumie
samotne
stoję pośrodku
bezgłośnie
krzycząc
błądząc
w otchłani życia
prorocy ludzkich
kłamstw
roznoszą cierpki
zapach
rozczarowań
pusto
codzienność pokryta
czarną łuną
zapomniał
o niej
zepsuty zegar
jeden krok
a jakby
ziemia
zatoczyła koło
ten gest
który
zastępuje
potok słów
niepotrzebnych
jeden szept
to za mało
by zrozumieć
przyczajone lęki
na uboczu
duszy
skrywają
swoje tajemnice
składając
je codziennie
na dnie piekła
pamięci
by zapomnieć