w sukni
utkanej ze świtu
koralami rosy
wyszytej
zdobywa kolejny dzień
w falbanach
skrywa pośpiech
smutki
gubi jak
pantofelki Kopciuszka
by o północy
zrzucić dzień
w otchłań
nagiej nocy
skazany
na porażkę
poznajesz
otaczający świat
rozdarty myślami
korzystasz
z magii życia
koszmaru
codzienności
bez możliwości
odzyskania
straconej
części
swojego bytu
idziesz dalej
w tłumie
niewidzialny
odeszłam od siebie
za daleko
nie dosięgam już
myśli
błądzących bez celu
nie słyszę słów
nawołujących
do powrotu
tylko
kilka kroków
wystarczy
by dosięgnąć
ręki wyciągniętej
do siebie
a tak trudno
zrobić
ten pierwszy
zawiązałam
supeł niepamięci
by nie uronić
żadnej chwili
pod powiekami
ukryłam fotografie
wspomnień
czaro-białe
bolem przepełnione
i te
ferią barw
błyszczące
rzędy słów
wrzuciłam
między bajki
teraz odliczam
już tylko
odchodzące
w zapomnienie
kroki
zanurzona w ciszy
nasłuchuję głosów
niecierpliwych
hałaśliwe
dźwięki dnia
otulam
szeptem nocy
by usłyszeć
sens słów
najważniejszych
w dzienniku niepamięci
zapisuję dzień
kolejny
coraz więcej
znaczeń
coraz mniej
słów
mnożą się strony
zliczają godziny
noce i dnie
pełne znaczeń
i tylko napisać
nie ma co
panno szafirowa
złoty krąg
oświetla
twoje oblicze
szklane
sopelki deszczu
dotykały trawy
gdy kroczyłaś
dostojnym krokiem
mgła
ustępowała porankowi
błękitną kroplą
spłoszyłaś liście
drgające
w skupieniu
jak na deskach
starego teatru
choreografia natury
mistrzostwo