odkryłam
kruchość ramion
i rąk zapracowanych
tych
którzy na bruku
miasta
zostawili krew
nie pokonały
ich ducha
katownie
ubeckie kraty
sądowe zbrodnie
przed oprawcami
stali niezłomni
chcieli wolności
i chleba
nie liczyli
na świat
że los
się zmieni
upadli
przybici
do trumny
między
wczoraj a jutro
spokojnie
mija dzisiaj
wypełnione
pośpiechem godzin
męczących
przyprawione garścią
krotochwilnych
zdarzeń błahych
płyną
minuta po minucie
człowiek po człowieku
bezsens i sens
spokojnie mijają
między
wczoraj a jutro
odkładam emocje
na później
jak fundusz
na starość
ciągle szastam
radości uśmiechem
lokuję uczucia
wzruszenia
odliczając łzami
obietnice
jak czeki bez pokrycia
wyrzucam z pamięci
w garści
ściskając tylko grosz
na szczęście
zasnąć
by nie zbudzić myśli
dręczących pamięć
co noc
podróżują
w nieskończoność
doświadczenie
mieszają z milczeniem
wyświetlają obrazy
wypowiadają słowa
i nie śpią
zapamiętując
od nowa
kolejny dzień
wyrył się blizną
na skołatanym sercu
łzy wyschły
zostawiając uczucia
wyschnięte na wiór
ból zobojętnienia
przeszył duszę
na wylot
noc
uspokoiła pustkę
dodając sił
by przetrwać
marzenia
rozkwitły kwiatem
słów wielobarwnych
podlewane
obietnicami
jak letnim deszczem
wypuszczały nowe pąki
delikatnym zapachem
otulając czas
oczekiwania
w gorącym słońcu
obietnic
spaliły płatki
więdnąc
co dnia od nowa
ścigam się
z czasem
co dnia wydłużam
dystans życia
skracając
nocy mrok
co dnia skreślam
kolejne godziny
a i tak
ciągle zostaję
pół kroku
w tyle