jutro
jeszcze wczoraj
straciło sens
dziś
dogorywa
gdzieś w kącie
osamotnione
odrzucone
nie szuka rozwiązań
odlicza tylko
kolejne godziny złudzeń
choć nie byłam
aniołem
miałam swoje niebo
błękitne
rozpadło się
przytłoczone samotnością
opustoszały ścieżki
wspomnień wydeptanych
słów rozbitych
na bruku
dziś
zostały mi tylko
połamane skrzydła
i chmury szarością
pobielone
gdy spadł deszcz
ludzkich łez
niebo pękło bólem
bruk gęstniał
od trosk i krwi
strach
zaglądał w oczy
chowając się
po kątach
rozpacz
kołatała sercem
przepełnionym
zemsty echem
zamilkła
gdy ucichły kroki
uciekam przed sobą
w otchłań nocy
wypełnionej
pustką twoich ramion
nasłuchuję
szeptu wiatru
odliczam
niecierpliwe kroki
gwiazd
długie godziny myśli
błąkają się
od miłości
aż do nienawiści
odchodzę od zmysłów
by wrócić
nic już po nas
nie zostało
tylko wspomnień kurz
na wyblakłych myślach
dusza krwawi
milczącymi łzami
obojętność
igra z czasem
odliczając
kolejne rany
nic już po nas
nie zostało
półgesty
półsłówka
półprawdy
nie złożą się
nawet
na krotochwili sens
krzyk
ból
i udręka
kamienne tablice
na małych
cmentarzach
niemi bohaterowi
spraw małych
i wielkich
poginęli
w żarnach
historii
a dziś my współcześni
nie potrafimy
oddzielić
ziarna od plew
zapadam się
w bezsenną noc
aż po same brzegi
w bezkresie gwiazd
dryfuję między
świadomością
a nieświadomością
zawieszona
w pajęczynie myśli
nie mogę zmrużyć oka
by nie utonąć
w nadchodzącym świcie