spochmurniała
dusza zatroskana
puste godziny płyną
coraz dalej
poczerniało niebo
w moich oczach
skronie tętnią
burzą myśli
gwiazdy umierają
w moich oczach
iskierki gasną
jedna po drugiej
w niepamięci
zapisane żale
potęgują tylko pustkę
spojrzeń
niewidzących
znalazłam ciszę
na skraju nocy
przysiadła
by w czarnej tafli nieba
znaleźć ukojenie
dla myśli pędzących
od świtu do świtu
dla duszy
udręczonej bólem istnienia
słowa układają się
w całość
by wybrzmieć
w mroku
widać więcej
kiedy wrócisz
ze swojej podróży
skończą się
westchnienia
przeminą
jak wiatr
gnający po niebie
na skrzydłach ptaków
przyniosą marzenia
zapełnią pustkę duszy
rozjaśnią myśli
pozwolą mówić sercu
nim zapomni
zostawiłam
na tęczy ślad
swojej obecności
błękitem wstążki
idę w głąb duszy
gdzie czerwień
rozpala zmysły
złote krople
potęgują pożądanie
fiolet zamazuje
codzienności rysy
by zakwitnąć
zielenią od nowa
noc
sypnęła srebrem
otulona
białym puchem
oddycha
mroźnym powietrzem
zaciera
ślady jesieni
strojąc drzewa
w suknie
kryształami wyszywane
lodowe drogowskazy
będą wskazywały
kierunek
ku wiośnie
idę powoli
ku mroźnej krainie
szukam serc
skutych lodem
ogrzewam się myślą
o białych alejkach
mroźnych gałęziach
sięgających szarych chmur
iskrzące płatki
puchem okryją
samotność jesieni
słońce
oślepi blaskiem
wszystkie smutki
zamarzną aż do wiosny
odcisk buta
w błocie
i las bezimiennych
trawa tuli
kamienie
tam gdzie
rosły domy
i wsiąkła w ziemię
bohaterska
krwi kropla
pamięć
przez czas zatarta
i tylko krzyże
drzewa
spisały wszystko
na kartach historii