pomiędzy
być i mieć
zawieszona niepewność
krzyk jutra
zagłusza
wczorajszy szept
i tylko cisza
pochłonęła dzisiaj
bez reszty
noc płacze deszczem
wystukując
rytm samotności
kałuże bólu
zamazują ślady
tego co za nami
roztopione łzy
tracą na znaczeniu
wiatr
przynosi ulgę
w zwyczajny dzień
stanęła w świetle
błyskawicy
niczym zjawa
powodzią wrażeń
sięgnęła głębi
rozwiała
nieufność i obawy
zatrzymała ciszę
na lata
na wieczność
wiatr odleciał
w stepowy bezkres
wysokie trawy
wstrzymały oddech
na chwilę
zagłuszając krzyk
baśniowego kraju
fala tsunami
noc
wkrada się
przez otwarte
okiennice duszy
wspinam się
zadeptując gwiazdy
by przysiąść
na księżycu
chłodny
przyprószony srebrem
kołysze do snu
ukryte pod powiekami
myśli
dusza podzielona
na dobro i zło
potyka się
o własne myśli
nie rozróżnia słów
nie czuje gestów
nie liczy się z emocjami
pajęczyną zdarzeń
oplata serce
by biło dalej
miarowo
choć raz dobrze
a raz źle
w chaosie pustki
myśli podarte
na strzępy słów
próbują złożyć sens
kolejnych dni
emocje
budują napięcie
czas potęguje niemoc
i tylko łzy
śmieją się szyderczo
dłonie drżą
podpisując wyrok
kolejnych
bezsennych dni
między
przeszłością
a przyszłością
krążą myśli wypędzone
przedwiośnie
wieje chłodem
remanent wspomnień
wietrzenie zdrarzeń
porządkowanie pragnień
małymi krokami
idzie wiosna
czas przygotować
nowe emocje