w równoległym świecie
szukam ukojenia
w ramionach nocy
czeka bezpieczny sen
błyszczący
kołysanką gwiazd
aksamitna cisza
od środka
rozsadza pustkę
wypełniającą duszę
myśli niespokojne
piszą nowe scenariusze
samotności
bez słowa
cisza
kamienieje
szeptem wiatru
nie przynosi ulgi
gęstnieje
pustymi dźwiękami
bez wytchnienia
myśli krążą
jedna po drugiej
szukając celu
w milczeniu
ołowiana
kurtyna powiek
opada z hukiem
w teatrze snu
igrają cienie
dobra i zła
noc powoli
odchodzi
w zapomnienie
za następnymi
drzwiami
czai się świt
przynosi nowe role
w starym
scenariuszu życia
noc ma fakturę
doskonałą
rozciąga aksamit
pod powiekami duszy
gwiezdnym pyłem
haftując sny
ból zamienia
na koszmary
szarością malowane
kontury
wyraźnieją
z każdym świtem
igram z wiatrem
kołyszę się
w rytmie jego fal
rozpuszczam myśli
jak uwięzione
w koku loki
ścigam się
z deszczem
po schodach do nieba
tańczę
w szamańskim amoku
by oczyścić duszę
między kroplami
rozbijam
kolejne słowa
bez pokrycia
popękało niebo
błyskiem złowrogim
rozlało ból
wokół nas
wiatr
rozsiewał strach
frustracją
łamał ramiona
drzew
w oczy
sypnęło piaskiem
zmian
zapadła cisza
i noc
odetchnęła z ulgą
z kryształów łez
zbudowałam
lodowy pałac
to azyl
dla duszy
osamotnionej
w komnatach myśli
ukrywam
klejnoty wspomnień
płomień kominka
trawi strach
i ból