deszcz słów
obmył duszę
zimnym strumieniem
przemoknięte myśli
zakiełkowały
słońce
zza chmury
wyjrzało
by ogrzać serce
w powietrzu pachnie
nadzieją
gdzieś pomiędzy
snem a jawą
zgubiłam siebie
nie mogę pozbierać
myśli błądzących
między
bytem a niebytem
nie znajduję
drogi ucieczki
przed tym
co na horyzoncie
dogania mnie
to co nieuchronne
w pajęczynie
samotności
nie da się dokonać
wyboru
życie bólem
przerywa sen
bez szans
na spełnienie marzenia
na moście
utkanym z marzeń
rozwieszonym
między
rzęsą a tęczą
tańczą
tylko łzy
o brzeg myśli
rozbijają się
fale niezmącone
emocjami
cisza
puhukuje
krzykiem mew
wiatr
układa słowa
w drogowskazy znaczeń
bez znaczenia
zgubiłam
swoją samotność
wczoraj
przysiadła pod drzewem
w cieniu myśli
szeleszczących
bawi się z wiatrem
w chowanego
skrywa tajemnicę
ciszy bolesnej
nie szukam jej
by choć
przez chwilę
wypełnić pustkę
pozornym szczęściem
piorunami
burza rozcięła
tajemnice nieba
polały się
strumienie łez
rozszalał wiatr
rozrzucając
krzyki
dzikich ptaków
fale
wzburzyły nocą
by świt
przyniósł
spokojny dzień
droga donikąd
jest najkrótsza
prowadzi
przez kręte zaułki
myśli niepokornych
biegnie
wśród słów
niewypowiedzianych
omija
puste gesty
pełne
za i przeciw
idę nią
ale nie wiem
dokąd
znów oddalam się
od siebie
o kolejny
promień słońca
dzień
podobny do nocy
przytłacza myśli
ciężarem słów
noc zbyt długa
do rana
by rozgonić
chmury marzeń
do zrealizowania
świtem
oddalam się od siebie
tylko na długość
księżyca