ból
zaklęty w kamieniu
potęguje chłód
duszy
łez bukiety
zdobią ciszę
rozgrzaną płomieniem
pustka
twardnieje
krople
wspomnień drążą
serca skałę
do krwi
noc
nie zagłusza
myśli złych
układa
z nich ciąg
do bólu
logiczny
samotność
pustka
ból
strach
są jak drogowskaz
donikąd
zapadam się
w mrok cierpienia
dusza
jak zahipnotyzowana
milczy
tocząc łzy
jak Syzyf
pod powiekami
szkicuje szczęście
z pamięci
idę
prosto w jesień
aleją
kasztanowych serc
złote liście
szeleszczą
spadając z drzew
wiatr
plącze loki
deszcz
rozpływa się
kolejną łzą
i tylko
karminowa
czerwień ust
uśmiecha się
w kącikach
wspomnień
nie dotykaj
mojej duszy
nieproszony
jej kolce
zranią cię
do żywego
rozum
nie opatrzy ran
a serce
nie zmieni rytmu
nie dotykaj
mojej duszy
gdy cierpi
ciernie
są jej odbiciem
w krzywym zwierciadle
dnia
gdy świat
nie zasłużył
na ciebie
nie bój się
iść pod prąd
nie łam swoich zasad
nie warto
samotna wędrówka
na przekór i pomimo
to sposób
na zwycięstwo
świat
zrozumie stratę
gdy runie
mgłą melancholii
otuliła park
pajęczyną myśli
owinęła strach
między wrzosami
ukryty
korale rosy
zdobią
ślady lata
przyszła znienacka
jesień
czekałam na ciebie