nie odwracam oczu
gdy ból
wieje mi w twarz
perły łez
nanizuję
na sznur myśli
splątanych niepewnością
nasłuchuję wiatru
złagodzi krzyk duszy
serce zamilkło
skamieniało
kasztanową aleją wspomnień
idę przyspieszając kroku
szukam
nieba w twoich oczach
tego, w którym
zatracam się bez pamięci
tego, które
buduje dla mnie zamek
bezpieczną przystań
ramion rozkołysanych
w splecionych dłoniach
kiełkuje uczucie
codziennie
ciągle od nowa
spijam w ust twoich
pocałunki
jesiennym słońcem
ogrzane
spijam z ust twoich
szept duszy
rozedrganej
spijam z ust twoich
deklaracje
nadziei wspólnej
nie szukam już człowieka
w tłumie
pędzących twarzy
jedna po drugiej
biegnie
od być do mieć
od dużo do więcej
przystanęłam
zmęczona
w pustym tłumie
pora wracać
poszukam człowieka
w sobie
muszę się z nim
na nowo
zaprzyjaźnić
słowa straciły sens
w jazgocie
nocy i dni
rozbite na monosylaby
grzęzną w pustce
myśli błądzą
oślepione
księżycową ciszą
krok po kroku
zanurzają się
w nicość
z deszczem
spadła samotność
cichutko puka
do serca bram
okiennice
chronią duszę
przed chłodem
wiatru
szeptem
rozgrzewa pamięć
zapisując
wspomnienia
strumieniem łez
na rozdrożu życia
zgubiłam siebie
nie zawracam
nie szukam
nie chcę
pędzę do przodu
byle dalej
byle gdzie
byle szybko
byle
nie wrócić