twoich ramion
odnajduję spokój
wpatrzona
w padający śnieg
czuję
bliskość serc
marzną
tylko myśli złe
rozbijają się
pod naszymi stopami
jak sople lodu
marzną
tylko myśli złe
rozbijają się
pod naszymi stopami
jak sople lodu
dnieje
wiatr przegania
szarobiałe chmury
rozrzucają puch
pod nasze stopy
a my pędzimy
na oślep
mieszając go
z błotem pośpiechu
śnieży
płatki
radośnie igrają
nad naszymi głowami
zima
przyszła
już na dobre
marszczysz czoło
zatopiony w myślach
toczących walkę
o to która lepsza
nie liczysz
minut
kwadransów
godzin
bezwiednie
podnosisz brew
napotykając
na przeszkodę
zwycięstwo
ogłaszasz grymasem
w kąciku ust
lubię patrzeć
jak wygrywasz
księżyc
szuka ciepła
podgląda
przez okno
jak rozpalasz
kominek
zagląda
do filiżanek
z gorącą herbatą
pachnie
pomarańczami i goździkami
przytuleni
patrzymy w ogień
igra beztrosko
gdy delikatnie
całujesz
moją szyję