między
wszystko a nic
jest most
zwodzony
ułudą słów
między
wczoraj a dziś
jest
łańcuch
obowiązków
przykutych
między
dobrem a złem
bezmiar
pustki
zawładnął światem
między
tobą a mną
jest tylko jeden
krok
do zrobienia
krzyk
modlitwy
rzucony w przestrzeń
wraca odbity
nie namaluję
świata
bo nie mam pędzli
nie znam barw
nie mam płótna
nie opiszę
słowem pisanym
w którym byłaby
wolność
nie zagram
bo nie ma instrumentu
którego serce
nie pękłoby z żalu
wydobywając z siebie
tak smutne
dźwięki prawdy
mogę tylko milczeć
więc proszę
naucz się mowy ciszy
a potem przyjdź
i pomilcz
razem ze mną
dusza
krwawi łzami
zabliźniając
rany codzienności
za dużo myśli
jeszcze więcej słów
milczenie
jak balsam
łagodzi ból
opętanego serca
samotność
nie pozwala
zapomnieć
w betonowej dżungli
zdarzeń
szczęście
umiera po cichu
zepchnięte
w kat
między mieć
a więcej
bycie
straciło wartość
ten towar
się już
nie sprzedaje
pod powiekami
słodko - gorzki
smak życia
rozmazuje
rozpaczy godziny
łzą spływają
szczęścia
chwile
z dnia na dzień
traci aromat
przyprawione
bólem
i samotnością
serc
opuszczona dusza
zamyka
się w sobie
aby przestać czuć
szuka sobie
miejsca pod jednym
z neonów bezsensu
ubrana w wyświechtany
uśmiech
staje w szeregu
szczycących
się szarą szarością
opuści siebie
spojrzy z boku
zrzuci z siebie
opary udawania
będzie dbać
o zdezelowane skrzydło
swego wnętrza
anioł ciszy
poszukuje duszy
wyrusza w drogę
po nową rzeczywistość
wolność
ogranicza
pole widzenia
pęta umysł
jak kajdany
zniewolonego
za dużo
praw
za mało
obowiązków
czarno-białe
obrazy
bez szarości
uczuć
bez szukania
prawdy i sensu