za tęczową
bramą
już nic
nie boli
wspomnienie
odchodzi
w nicość
siedzi
ze spuszczoną
głową
kryjącą
jedno marzenie
łowi zbłąkane
uśmiechy
by móc
poznać ich
gorzki smak
tam
po drugiej
stronie
już nas nie ma
na brzegu
wyspy bezludnej
życia
łódź robitków
dryfuje
bez celu
niepogodzeni
w samotności
usychamy
z tęsknoty
wiara
jak ocean pustyni
z każdym dniem
oddala się
za horyzont
wspomnień
za zachodzącą
łuną słońca
błądzę
z niepokojem
zatracając się
czekam
na nocne
bezchmurne niebo
nie widzę
na nim gwiazd
iskierek nadziei
co wskażą
drogę
jak trafić
ułudo snu
tak pięknie
wyszywana
srebrzystym haftem
pragnienia
rzucasz na kolana
a potem
pozwalasz umierać
przypadkiem
byłam
tam gdzie
zostały
ślady
naszych stóp
gdzie
wspomnień czar
zatarł kurz
przypadkiem
byłam tam
gdzie
reszta uczuć
spłynęła
deszczu łzą
przypadkiem
byłam tam
gdzie
już nie ma
nic
zabierz mnie
na łąki
chabrami marzeń
kwitnące
gdzie świeża
trawa
skrzy się
zieleni nadzieją
pocałunki maków
muskają duszę
delikatnie
jak dmuchawce
wiatrem
podszyte
jutro będziesz
najważniejsza
tylko projekt
skończę pilny
e-mail wyślę
albo dwa
potem zjem
skoczę szybko
tam
i wrócę
zaraz
za godzinę może
tylko jeszcze
zatelefonuję
porozmawiam
chwilę z nim
najważniejsza
będziesz
jutro
moje
miasto umarłe
wypełniam
emocjami
wybieram
odpowiednie
komnaty życia
duszami
wielu ludzi
czekających
na śmierć
na bruku
zostało
wytarte sumienie
zużyte grzechami