noc
jak księgowy
rozlicza życie
z sensów
i bezsensów
przelicza
wartość dni
straconych
mnoży szanse
niewykorzystane
czuły dotyk
i szepty
rozmienia
na drobne
bilansuje szczęście
do zera
jego wartość
rośnie
z każdym świtem
długa
droga życia
usłana chwilami
różami
cierniami
idziesz ciągle
przed siebie
mijając
radości i tragedie
fraszki i elegie
budują życie
szybko przemijają
chcesz je wydłużyć
uciekają
rzucają się
na głęboką wodę
brodzą w płytkiej
codzienności
giną w zapomnieniu
byłam nad rzeką
tam gdzie
ten przewrócony pieniek
wrasta w ziemię
wspomnieniem
tatarak
szumi szeptem
czułym
liście spadają
z drzew
układając
kolorowy dywan
z marzeń
w niebycie
gdzieś pomiędzy
ja i ja
zawieszona
wędruję
po krawędzi
wspomnień nieznanych
godzin minionych
i chwil ulotnością
niespotkanych
zmyłam
z siebie miasto
pośpiechu pył
troski smog
emocje
spłynęły łzą
ostatnią
wiatr roziwał
złudzenia
i została
tylko cisza
wyryte w kamieniu
myśli
rozbijają się
o brzegi pustki
jej bezkres
wylewa się
z ram nocy
oszukując
przeznaczenie
nieopisany ból
wielkim
bezznaczeniem
w ciszy
przedwiecznej
szukamy
ukojenia i spokoju
przez niepoliczone dni
samotność
i brak zaufania
kłębią się i rosną
krocząc po świecie
urośnie w siłę
stanie się
najsilniejszym
z silnych
wypełni pustkę
idąc samotnie
w gąszcz człowieka
pełnego
nieokreślonych ludzi