czerwono-złota
melancholia
zdobi ulice
smutkiem
chłód wieje
z przestrzeni
zalewa łzami
ostatnie
promienie słońca
samotność
poraża przestrzenią
taki tłum
a wokół
żadnej twarzy
cisza krzyczy
echo
nie odpowiada
pomiędzy nami
tylko wiatr
rozwiewa szczęście
przynosi zmiany
spadają liście
odsłaniając
nagie dusze drzew
za mało nas
mijamy się
dniami
szukamy nocami
w milczeniu
zagubieni
pomiędzy
sercem a rozumem
zbieramy okruchy
szczęścia
uważaj na słowa
zapamiętane
stają się
brzemieniem duszy
nie obiecuj
ciężaru kłamstw
nie da się
udźwignąć
pod powiekami
szukam ciebie
bezsenna noc
wyznacza krajobrazy
dokąd idziemy
ty do mnie
ja do ciebie
mostem utkanym
z marzeń
które gasną
o świcie
odchodzę od siebie
w pośpiechu
nie szukam
już rytmu serca
nie słucham krzyku
myśli splątanych
odchodzę
szukam siebie
od świtu do nocy
od nocy do świtu
zapatrzona w cień
zapominam
swoją twarz
jej odbicie
znalazłam
w kałuży łez
po drugiej stronie
duszy
między nami
czas
za nami
przestrzeń
ty i ja
dwa byty
zaklęte w niebycie
weź mnie w ramiona
i trwaj
otchłań nocy
pochłonie nas
bez reszty
będziemy jednością