moją duszę
szeptem dłoni
rozgrzanych uczuciem
pocałunkami odkrywasz
skrywane w sercu
tajemnice
dotąd
nikomu nie znane
ty czytasz
z wypiekami
na twarzy
uśmiechem źrenic
pieczętujesz
ich smak
pocałunkami odkrywasz
skrywane w sercu
tajemnice
dotąd
nikomu nie znane
ty czytasz
z wypiekami
na twarzy
uśmiechem źrenic
pieczętujesz
ich smak
błyszczą
wpatrując się
w twoje oczy
mrugają
wsłuchując się
w twój szept
i gasną
gdy odchodzisz
o świcie
przypadkowe
zbitki liter
rzucane
od niechcenia
zawsze można
opatrznie zrozumieć
wystarczy
przestać myśleć
słowa
ranią bardziej
niż nóż
wystarczy rzucać
nimi na oślep
słowa
uleczą
każdą duszę
wystarczy
tylko w odpowiedniej
chwili
zamilknąć
chłodem poranka
smaga smutek
deszczem
zalewa alejki
szeleszczące
pod stopami
kasztanów klejnoty
chowam do kieszeni
promienie szczęścia
łapie pośród chmur
w bukiety
zbieram
złoto-czerwoną
tęsknotę duszy
bo każdy
spadający liść
jest jak
rozkwitający
wiosną kwiat
i jak ja
jesienią
nie ma już czasu
na troski
za mało go nam zostało
powoli odliczamy
ostatnie minuty
do szczęścia