pod pręgierzem
ludzkich spojrzeń
stoi zmieszana
wzrok
w szary bruk
wbiła ze wstydu
boi się linczu
bólu i prawdy
raniąc duszę
i okłamując serce
skazała się
na publiczną chłostę
teraz już wie
że jej nie chcą
nadzieja
choć umiera
ostatnia
nie może liczyć
na łaskę
otulona kołdrą nocy
zasypiam
z gwiazdami pod powiekami
do snu tuli mnie
księżyc
srebrnymi ramionami
ogrzewa stęsknione ciało
za dotykiem
pocałunkiem
czułym szeptem
samotna noc
do kości boli
choć iskierki gwiazd
w pamięci
przywołują obrazy namiętności
budząc serce wyznaniem:
kocham Cię
skulona
siedząc na piasku
obserwowałam morze
zaniepokojone sztormem
wzburzyło fale
spienione złością
rozbijało drewniany pomost
grzmiało
słone powietrze
oblepiało skórę
burza wdzierała się
w zamarłe serce
zatrzymałam rozpacz na skraju rzęs
lodowatym spojrzeniem
zmroziłam duszę
ostudziłam namiętność
patrząc jak deszcz niszczy
misternie zbudowany
dla mnie zamek
burza
przerwała
spokój nocy
lśniące pioruny
rozcinały niebo
do bólu
wiatr ranił szyby
stukając okiennicami
grzmiało
tuliłeś mnie
w ramionach
wiedząc, że świt
przyniesie spokój
nie patrz na mnie
- gdy płaczę
nie dotykaj mnie
- gdy cierpię
nie wychodź
- kiedy krzyczę
nie zaprzeczaj
- gdy mówię, że to twoja wina
nie przepraszaj
- zmień się
cisza buduje pustkę
która zwiększa przestrzeń
między nami
z czasem
przeradza się
w pustynię obojętności
która
na każdym kroku
grzęźnie
po kolana
piasek
zatapia nas
powoli
budując wydmy
samotności
las pachnie słońcem
i świerkowym igliwiem
suche gałęzie pękają
pod niecierpliwymi stopami
z leśnym duszkiem
bawimy się
w podchody
zbieramy kwiaty
i pachnące zioła
podglądamy sarenki
które rozkoszują
się wiosną
i wiewiórki
które grają w berka
i pracowte pszczoły
które w starym drzewie
pieczołowicie
robią miód