zza nagich drzew
w jesiennym parku
dryfują na wietrze
liście sponiewierane
miłością do słońca
jesteś blisko mnie
świat nabiera barw
karuzela naszych dni
znów nakręca
codzienny wir
podaruj mi
wszystkie dni
zatruta strzała
przeszywa serce
takie, które kocha
i tęskni prawdziwie
przez utratę
chęci do życia
cierpi katusze
pustynia obojętnych
ludzkich twarzy
bije piaskiem
po oczach
sprawy na teraz
więzną w gardle
wyrzucając słowa
kalecząc usta
ale uleczając duszę
ukryję cię głęboko
by nikt nie zadał ci ciosu
mgła gęsta zasłania świat
w otoczeniu jedwabistych półcieni
szarości i brązów
siadam cicho
po drugiej stronie
lustra
siedzi starzec
odziany w czerń
łowi zbłąkane uśmiechy
drwi
wiatr zimny
słońce wygania
rozpaczam
tak wielu przyjaciół odchodzi
na drugą stronę
zostając tylko
w pamięci
małe szczęścia
przynoszą zwykle
ogromną pustkę
strach
i duże łzy
jak święta woda
obmyją troski
potokiem
kryształowych kul
nie patrząc
że pęka niebo
biedniejemy
z dnia na dzień
ubożsi
o rację
czas
rozsądek
tracąc
przyjaciół
miłość
sens życia
wyprzedajemy duszę
popadamy w nędzę
samotności
czy wystarczy nam
godności
by
z podniesioną głową
żebrać
o grosz
na szczęście?
czekam na powiew
letniej bryzy
bo zatopimy się
w gwiazdach
pędząc przez zaspane miasto
będziemy
przerzucać kartki
wspomnień
których jest tak wiele
twoje usta
które niczym czas
uleczyły rany
twoje oczy
którymi zasłoniłam
smutki i zmartwienia
twoje silne ramiona
które osłonią mnie
przed złem
wiatr rozwiał wspomnienia
zostały tylko marzenia
razem
czy w świecie egoizmu
bezduszności serc
ludzi nieczułych
i złych
znajdzie się miejsce dla ciepła i nadziei?
bez pesymistycznych myśli
które ogarniają świat
i zbyt wielu słów
przegadanych
na darmo
niezmienna przez wieki
prawdziwa miłość
jest wielką zagadką
która nie daje się zgłębić
nie można pojąć,
zrozumieć
tłumaczyć
nie da się jej
opisać
wyjaśnić
trzeba ją poczuć sercem
a nie rozumem
nie opowiadać o niej
tylko
przytulić
drugie serce