na zegarze północ
wciąż zaprzątasz
myśli moje
to fala wspomnień
dobrych i złych
jestem aniołem o skrzydłach
białych jak płatki śniegu
i nimi zasłonie
zranione serce
nawet teraz
gdy czasem wdziera się diabeł
zadając rany
nadzieja
pomaga otulić strach
jak z życiem
iść w parze
gdy wszystko
wokół skute lodem
ponury dzień
zima
tęsknię
za spadającymi liśćmi
które trafiają
wprost w moje ręce
wiem to serce
podarowane
wiatr
dmuchający we włosy
i ogromna chmura na niebie
kiedy nadejdzie zima
ze łzami w oczach
melancholia
dopada mnie z podwójną siłą
zapisane
w gwiazdach losy
przeplatają się
w krętych uliczkach
codzienności
w pośpiechu
depcząc ślady
nie zauważamy
uśmiechów
w parkowej alei
czułości
nad brzegiem stawu
muśnięć warg delikatnych
ramion silnych
jak konary drzew
wystarczy zwolnić krok
przystanąć na chwilę
rozejrzeć się wokoło
a gwiazdy same
pokażą drogę
do szczęścia
tak niewiele nam potrzeba
na pustyni codzienności
zapatrzonych oczu
pełnych nieba
ust szepczących
o marzeniach
do spełnienia
dłoni czułych
i ramion silnych
odrobiny szaleństwa
krzty odpowiedzialności
zaufania
szczerości
bliskości
krzyku
śmiechu
płaczu
obecności
drugiego człowieka
białym chlebem
przełamani
szukamy dobra
wybaczając zło
na skrzydłach nadziei
unosimy się
ponad problemami
codzienności
wierzymy, że
pierwsza gwiazdka
rozświetli mrok nocy
nadchodzącej
radosną kolędą
leśna droga
otulona śnieżnym szalem
prowadzi nas
do zimowej krainy
tam, gdzie łzy
zamarzają na kryształ
rozbijając się
o taflę
lodowego jeziora
chłód przenika duszę
pełną miłości i nienawiści
skute mrozem wspomnienia
nie czują ciepła
brnąc przez zaspy
szukamy drogi
do serca
cisza
rozrywa przyjaźń
na strzępy
wspomnień
emocji
myśli
słów
jej brzmienie
buduje przestrzeń
niewyobrażalną
otoczoną murem
obojętności
zburzyć go może
tylko gwar
wspólnych rozmów
szeptów i krzyków
wybuchem śmiechu
scali ją
na nowo