zanurzam pióro
w kałamarzu łez
sympatycznym atramentem
na kartach niepamięci
kreślę ból
pożegnania
potokiem słów
płyną
muśnięcia duszy
rozterki serc
i tylko
księżyca blask
ujrzy żar
tych wspomnień
w gorączce
spalonego świata
uciekam przed życiem
zniszczonym w podświadomości
żyję
bo nadzieja
funduje mi radość
dryfującym marzeniem
zabłąkana troską
uciekam
przed płomieniami światła
ku przestrodze
zwężam drogi zaufania
by nie doznać
błędnego uczucia
sen
jest natchnieniem
kamienną zagadką
spisaną z myśli mej pamięci
zostawiam testament
który nigdy się nie spełni
losie czemu dręczysz
kując ludzi
zadajesz rany
dość skarg
dość zażaleń
przecież trwa mój sen
twardy jak skała
który obudzi wasz umysł
gdy będę już tylko wspomnieniem
niepewność
jak ruchome piaski
wciąga
z każdym dniem
głębiej
brniemy
coraz dalej
bez szans
na zmianę
tonąc
w ulicznym bagnie
nie mamy
siły
by walczyć
w okowach nadziei
jak skazańcy
czekamy na wyrok
przez kraty codzienności
przebija się słońce
raniąc powieki
ostrym promieniem
nie pozwala
błękitu nieba
zapleść w warkocze
nie daje
trawie zakwitnąć
bukietem ostów
kaleczy dłonie
grypsem myśli
przesyłamy sobie
iskierkę marzeń
cisza
w odświętnym stroju
nocy
czeka
na cud narodzin
anielskie chóry
wyśpiewują nadzieję
a ludzie
dzielą się
chlebem i łzami
noc
objęła mnie
srebrnym ramieniem
zasypiając
między gwiazdami
dusza czeka
na wieczność
wspomnienia
bezużytecznie zbierane
w pamięci duszy
miały być lekcją
ludzkiej istoty
a przynoszą
tylko
smutek
to co wyniosły
z przeszłości
nie pozwala
zapomnieć
teraźniejszość
nie ma dla nich
czasu
w przyszłości
zapełnią
myśli
opustoszałe