na wagę
niesprawiedliwości
rzuciła
los marny
- szala nie drgnęła
nawet o gram
szczęścia
dołożyła do niego
łez ciężkie
krople
- nie drgnęła
przeciwstawiła
im garść marzeń
niedorzałych
- przechyliła się
w stronę nieba
świat
zmienia się
za drzwiami
czeka ziemia
może się rozstąpić
zostanie przepaść
która mnie pochłonie
podchodzę do okna
patrzę w gwiazdy
pięknie milczą
wyciągam rękę
są tak blisko
siadam
w kącie życia
zdala od ludzkich cierpień
mam w głowie
miliony marzeń
czuję jak
coś mnie wypala
to łza
płynie po policzku
zostawiając ślad
chcę zapomnieć
jaki smutny
jest ten świat
tam
gdzie
nie widać oczu
zaczyna się
wędrówka
w nieznane
po rzęs
drugiej stronie
zatopić
można
mroku dzień
w kryształowej
kropli
zobaczysz
spokój
jutra
marzenia zostawić
wszystkie
smutki
żale
łzy
nic się już
nie liczy
oprócz nas samych
nikt z nas
nie milczy
szukamy siebie
myślisz
że jesteś nieszczęśliwy
że los cię skrzywdził
rozejrzyj się
cały świat
tonie we łzach
cały świat
tonie we krwi
ból i cierpienie
krople deszczu
już go
nie oczyszczą
czuć tylko
delikatne muskanie
wyjącego z bólu wiatru
który nikomu
nie przyniesie ulgi
wyprasowanych
manier świat
zdobywa szczyty
kłamstw
garnitur spotkań
teczek stosy
pustych słów
przyciasne pętle
krawatów
zaciskają duszę
windsorem
wprawne oko
mankietem
przetarte
jest w stanie
dojrzeć
ten kant
gdy słuchasz kłamstw
codziennych
patrz
prosto w oczy
one powiedzą
prawdę
ciężar ich
zbyt lekki
by przesłonić
powiekami
sens
pięknych słów
pustynia
zasypuje piaskiem
słowa
potok
zatamowany
stał się
rozległym jeziorem
z tatarakami
żalu na powierzchni
przyjaciel
dusi się
dławi
sloganami
odchodzi
bez słowa
byle
nie zbłądził