nie zatrzymuj się
na ścieżkach
brudnych
choć lepsze są
od zakrętów trudnych
proste drogi
są bardzo kręte
ścieżkę życia
wybieraj sam
nie ulegaj
wyborom innych
bo zaprowadzą cię
w złe miejsce
krok po kroku
chcę
dogonić cień
słonecznym
promieniem
nie krzyżujemy
swoich dróg
nie podajemy
dłoni
depczemy
sobie po piętach
w milczeniu
trzasnęłam okiennicami
zamykając
duszę przed przemocą
świata
zewnętrznego
zabarykadowałam
serce murem
rymowanych słów
nie dopuszczając
skarżonego bólem
tlenu
uzbrojona
orężem pokory
i sprawiedliwości
wytrwałością spiżu
monumentem walki
piórem
wytaczam działa
co dnia
a teraźniejszość
tłamszona
pięścią nienawiści
zamiera
w samotności lęku
biegnąc
przez grodzone
makami ogrody
spojrzałam na włosy
strapione z tęsknoty
słońce sypało
nad głową
kopiejkami słów
a księżyc wygrywał
na flecie melodie
ciszą śpiewaną
i półmrokiem
sen
wlewa się do gardeł
ociekając
jest cichy
jak krew w żyłach
napełnieni
po brzegi chmurnością
zdumieni szelestem
spadamy
ciemno
zatrzymujemy
swój smak
przed porankiem
zamkniętym zachodu
pomrukiem
w zachwycie muśnięty
ciszą graną strunami
przy stole
rzeźbionym nadtroską
nie budź mnie
proszę
bezimienni
biegniemy
ścieżką marzeń
zwycięstw
porażek
gonimy
sens życia
kochamy
tracąc uczucia
bezimienni
szare dni
płyną jak rzeka
która nigdy
nie dopłynie
do celu
powietrze dusi
zabija
słońce grzeje
chce wypalić
uczucia
nie pamiętać
co było
za późno
wiatr wieje
wyrywa z ziemi
ból i cierpienie
za horyzontem
błogiej myśli
wiatr
będzie miał życzenie
jego słowo
kluczem
serca
drzwi zamkniętych
marzeniom
dał mi skrzydła
ze snów
zszyte
że mogę wzlecieć
gdy zamknę oczy
słyszę jak śpiewa
jak nawołuje
po pustych sercach
tych
co nie mogli
z sobą ulecieć
tych
co zatarli
swoje ślady w stepie