wspomnienia
jak ludzie
odchodzą
w świat
nie oglądając się
za siebie
szukają przystani
by zapomnieć
między
kocham a odchodzę
trzeszczy
brama serca
wysłużona
nie pozwala
trzasnąć drzwiami
nie domyka się
jak wyciągnięta dłoń
dając szansę
na cichy powrót
tylko
usta milczą
deszczem łez
zbrodnia
na sobie popełniona
doskonała
precyzyjna
jak cięcia
duszy
rozszarpanej
skrojona na miarę
jak klatka
w której
uwięziono sens
kolczastym drutem
myśli
rozrywa skronie
codziennie
od nowa
przeciwko ludzkości
skierowana
dokonała się
we mnie
w tobie
w nim
w niej
zamach na wolności
spętanej
w kajdany
konwenansu
ludobójstwo
został
tylko afekt
serca
skołatanego
bezkarny
szukam
czego nie zgubiłam
gdzieś
za wczorajszym
wspomnieniem
zaklętym
w mroku poranka
załzawionego
nocą
błądzę
ulicami pośpiechu
by odnaleźć
myśli i słów
nie pogodzi
zgiełk bezsilny
gdy zbrodnia
na sercu
dokonana
na pustyni emocji
powoli
usycha czułość
niewypowiedziana
narodziłeś
się bez imienia
pierwszy haust
powietrza
zmroził
bezbronne płuca
podniósł
się okrzyk buntu
jesteś
nieszczęśliwy
los
cię skrzywdził
rozejrzyj
się dokoła
świat
tonie we łzach
tonie we krwi
ból i cierpienie
jedynie
czujesz krwawe
krople deszczu
który nie oczyści
już świata
czujesz
delikatne muskanie
wyjącego z bólu wiatru
który nikomu
nie przyniesie ulgi
w przedwiecznej
ciszy
szukam ukojenia
nie słyszę nic
w duszy
brak zaufania
kłębią się i rosną
niepokoje
serce
jak z lodu
najtwardsza skorupa
czasem tylko
wyleci z niej
skrzydlata siła
od lat tłumiona
krocząc po świecie
urośnie w siłę
idącego samotnie
w gąszcz
nieokreślonych
i podłych
ludzi