świat
oskalpowany
z ideałów
wyższych wartości
wymoszczony
kłamliwą
propagandą
postępu ludzkości
paraliżująca
niemoc człowieka
wyjść
z chmary
identycznych ludzi
posłusznych
aż do bólu
uwolnić
myśli
z ramowych więzów
zwrócić rozum
stadu
zbaranianych owiec
trzeba
wytyczyć
nową drogę
by dać
głos
milczącym
już czas
życie
labirynt bez końca
pełen niskich sufitów
przepaści
jeszcze nieodkrytych
ścian
ustawionych
po kątem prostym
zapadniętych
pułapek
w drodze
do tunelu
bez tlącego się
światła
z Tobą
najlepiej rozmawiać
milcząc
sensu nabiera
każde westchnienie
trzepot rzęs
dotyk dłoni
dialog dusz
pełen słów
milczące
między nami
kaleczą duszę
zostawiając
ciernie
wbite prosto
w serce
smagają
jak bicz
te rany
nie zabliźniają się
choć
to tylko słowa
gordyjski
węzeł życia
jak pętlę
zaciskasz
mi na szyi
troski
zasupłane
w pośpiechu
nie do rozwiązania
uśmiechy
bólem skręcone
w grymas
szczęśliwości
rozsadzają
skronie
kłamstwa
przecinają tętnice
sznurem
obietnic bez pokrycia
zbłądzić
ludzka rzecz
ignorancja przesycona
zapachem
toksycznego strachu
ciężar
pierworodnego
grzechu
skażonego kłamstwem
śmieje się w twarz
samodestrukcja
pokój zagracony
tomami ksiażek
ostatni gest przemocy
natężenie
krzyku słabnie
bez chamstwa
zawiści
marmurowe
kolumny
wzniosłych marzeń
obnażają ból
filozofia tej gry
jest prosta
ostatni zmysł
pozostawić
w stoickim spokoju
na krawędzi dachu
o pół kroku
zawieszona
w bezruchu
szukam sensu
wczoraj
uciekło
w długie godziny
bezludnej
wędrówki
dziś
walczy
o przetrwanie nocy
o jutro