nieskrępowani
nocą
prowadzą
dyskurs
z księżycem
czerń
wyostrza zmysły
smakując
powoli sens
mijającego
czasu
utkana
z nostalgii
w pajęczych niciach
jesieni
idę aleją
wspomnień
kasztanowych
na przekór
wiatrom
zbieram bukiety
czerwono-złotych
liści
listów
wyznań
rozwianych
na latawcach
babiego lata
w lustrach
kałuży
przeglądam
spadające łzy
deszczu
cała jestem
jesienią
złość
zrodzona
z bezradności
kiełkuje
ostem polnym
zlękniona dusza
szuka słów
spragnionych
utkanych
w fioletowym
koszyczku
namiętności
kolcami
rozrywa mur
objętności
przedzierając się
do słońca
by złagodnieć
jesienny deszcz
obmywa duszę
z kurzu
trosk
perłowy
smutek łez
ukrywa się
w stosach
liści
odsłaniając
ramiona
drzew uschniętych
z tęsknoty
na nitce
myśli
plączę supełki
pamięci
nie-pamięci
ciągle
nowe i nowe
by co rano
nie zapomnieć
żyć
czasami
się tęskni
do słońca
promieni
błyszczących
iskierką
w oczach
chmurnych
jak niebo
czasami
się tęskni
do beztroski
w piasku wydm
odznaczonej
do szczęścia
łapanego
jak motyle
czasami
się tęskni
zanurzam się
w ciszy
by usłyszeć
siebie
szeptem
krzyczą myśli
zagubione
odłożone
między
wtedy i teraz
zadeptane
pośpiechem
czekają
na swoją
kolej