człowiek
bez człowieka
żyć nie może
choć patrzy
wilkiem na niego
i w odwrócone plecy
potrafi wbić nóż
potrzebuje go
jak tlenu
jedno spojrzenie
uścisk dłoni
uśmiech
rzucony mimochodem
i dzień
nabiera barw
tępy ból
krzyk i strach
w bliskości
łagodnieje
odebrała
sobie prawo
do szczęścia
cierpliwie czekając
na kolejny
dzień
gest
dotyk
słowo
nie rządała
nie pytała
otulona samotnością
odmierzała
niecierpliwe
kroki
donikąd
fałsz nieczysty
przerażająco
dotkliwy
dziwny dzień
tajemniczy
niespełnienie
oczekiwań
pasmo porażek
morze
proszących
o ratunek
ludzkie życie
nieprawda
skrywana
przez wielkich
tego świata
cisza
z krzykiem
setki twarzy
tysiące dni
nieudane
falsyfikaty
obnaża
się światu
po raz ostatni
zabita
upodlona
przeszłość
otulona
atłasem
w drewnianych
ścianach
jak w pięknie
wyrzeźbionej
trumie
świat
bez zasad
traci
swoje barwy
z dnia na dzień
zalewa
szarością
cztery
jego strony
rozsadzając
ramy przyzwoitości
oblepa
nas brudem
i obumiera
zrobiła
krok naprzód
gdy usłyszała
wyrok
samotności
nie pochyliła głowy
depcząc skruchę
stopniowo
otulała się
codziennością
bez apelacji
porzuciła
wspomnienia
składając
wniosek o nowe
w spadających
kroplach
października
rozbijają się
o bruk
wspomnienia
zadeptane
jak liście
w błocie
słońce
rozwiane chłodem
blednie
za szarugą
nieba
weszła
do tej samej rzeki
drugi raz
skuszona
krystaliczną wodą
zapomniała
jak grząski
bywa w niej grunt
rozkoszowała się
w krajobrazach
na nowo
odkrywając
to co już
odkryte
nie widziała
kłód
rzucanych
pod nogi
poczuła dopiero
drzazgę
wbitą w serce